Egzotyczne święta, czyli indyjskie kulki mocy

Święta idą! Uwielbiam je i prywatnie sobie wydłużam, przygotowując się do nich już od pierwszego grudnia. Bo pierniki i pierniczki, gorąca czekolada i herbaty z egzotycznymi przyprawami rozgrzewają w zimowe wieczory nie tylko ciało, ale i duszę! Podobnie jak równie aromatyczny, jak nasze grudniowe wypieki, indyjski świąteczny deser, którym częstuję przyjaciół podczas naszych grudniowych spotkań. Tak, tak – Azja towarzyszy mi nawet podczas Gwiazdki!

Zwłaszcza teraz, gdy podróżowanie jest tak niebezpieczne i utrudnione, staram się zaprosić jak najwięcej atmosfery ukochanych Indii nie tylko do mojej łazienki (w końcu także dlatego stworzyłam Orientanę!), ale i kuchni. Indyjskie kulki laddu nadają się do tego idealnie – pięknie pachną kardamonem i pistacjami i… świetnie smakują polane moim ukochanym mlekiem kokosowym. A do tego przygotowuje się je naprawdę łatwo, na jednej patelni, w niecałe pół godziny – tylko oczekiwanie, aż ostygną, jest trudne, bo chciałoby się je pałaszować natychmiast…

Laddu to rodzaj pączków, przygotowanych najczęściej z którejś z mąk strączkowych, ale też i pszennej, a nawet z wiórków kokosowych – ta ostatnia odmiana stanowiła tradycyjną słodkość, którą przed wyjazdem obdarowywano wojowników i podróżników wyruszających w drogę. Miała przynosić im szczęście i wróżyć bezpieczne osiągnięcie dalekich celów. Czy to nie piękna wróżba także i dla nas?

Lżejszą od kokosowych (i mniej kaloryczną, choć w przypadku laddu o kaloriach mówić nawet nie wypada!) odmianą pączków jest moja ulubiona, przygotowywana na bazie mąki z ciecierzycy. Besan laddu, bo tak nazywa się deser, który dziś Wam przedstawiam, oprócz wysokiej kaloryczności może pochwalić się też, dla równowagi, wysoką wartością odżywczą. I choć nie da się go jeść na co dzień, bo jest dość ciężkostrawny, doceńmy wysoką zawartość białka w mące z cieciorki oraz wartości prozdrowotne pistacji, które są ich drugim ważnym składnikiem.

I właściwie ostatnim, bo do smaku potrzebny jest jeszcze tylko cukier trzcinowy, kardamon i… tyle, nie licząc tłuszczu, na którym smaży się indyjskie pączki. W wersji klasycznej jest to masło klarowane i gorąco do jego używania zachęcam, bo nie dość, że ma wspaniały, arcymaślany zapach, to jeszcze wysoką temperaturę dymienia i może być stosowane przez osoby nietolerujące nabiału. Laddu można jednak smażyć także na każdym innym oleju – byle smakowitym, np. kokosowym.

Bierzmy się do pracy, goście jadą! Aby przygotować 10-12 laddu, na początku zmiel na proszek 120 g cukru trzcinowego i posiekaj drobno 25 g pistacji, najlepiej lekko solonych – albo dodaj do zwykłych malutką szczyptę soli.

Następnie rozgrzej na patelni 80 g masła klarowanego (ja używam gotowego, ale zaawansowanym polecam samodzielne klarowanie). Kiedy będzie już gorące, stale mieszając, powoli wsyp do niego 125 g przesianej mąki z ciecierzycy, a potem zmniejsz ogień i na malutkim mieszaj intensywnie całość, aż nieco się zagęści, a mąka nabierze orzechowego zapachu i złotego koloru. Nie zajmie ci to więcej niż kilka minut.

Teraz zdejmij patelnię z ognia i do masy dodaj zmielony cukier trzcinowy i łyżeczkę kardamonu. Wymieszaj wszystko dobrze i ponownie postaw patelnię na kuchni, by całość lekko się podgrzała. Tylko ostrożnie, żeby cukier się nie skarmelizował, bo pączki wyjdą zbyt twarde!

Oto na scenę wkraczają pistacje – wymieszaj je z ciastem i odstaw do lekkiego wystudzenia. To ten najtrudniejszy moment ;). Po kwadransie czas na formowanie kulek: nabieraj ciasto łyżką i roluj je w dłoniach do uzyskania odpowiedniego kształtu. Gotowe!

Kiedy goście przyjadą, poinstruuj ich, by nie rzucali się na kuleczki w pierwszej kolejności. Są tak słodkie, że lepiej zostawić je na wielki finał słodkiego przyjęcia. Będzie sukces, gwarantuję! W Indiach laddu cieszą się tak wielkim powodzeniem, że można je kupić nawet mrożone to odsmażenia w domu… Ale to trochę odjęłoby atmosferze świąt uroku, prawda?

0